Prestiżowe zawody, profesjonalne ekipy i lądowanie w najmniej przewidywalnym miejscu - ponad 20 załóg walczy w zawodach balonowych o 61. Puchar Gordona Bennetta. To najstarszy i najbardziej prestiżowy wyścig balonów na świecie. Na trasie przelotu ze Szwajcarii znalazło się kilka krajów, w tym Polska. Kilka ekip zakończyło swój wyścig w regionie.

To mistrzostwa wysokich lotów. 21 załóg z różnych krajów wyruszyło w piątek ze Szwajcarii, aby rywalizować o najbardziej prestiżowe trofeum lotnicze Puchar Gordona Bennetta. Aby po nie sięgnąć, trzeba było pokonać jak najdłuższy dystans. Na trasie lotu ekip znalazły się m.in. Niemcy, Czechy i Polska.

- To są piloci, których umiejętności są niedoścignione. Każdy start to wejście na Mount Everest, ale finał nie jest znany. Dla zespołu z Czech podniebna rywalizacja zakończyła się na polnej drodze między Lubrańcem a Włocławkiem. Powodem był brak balastu, niezbędnego do sterowania wysokością lotu.- wyjaśnia Bartosz Nowakowski, pilot balonu Anwil Włocławek. - Mieliśmy dobry start, ale przyszło popołudnie, nie mogliśmy kontrolować lotu, straciliśmy balast i musieliśmy lądować - mówi ze smutkiem Jan Smrčka, pilot balonu z Czech.

O braku szczęścia podczas zawodów może mówić także ekipa polsko-australijska. Po przebyciu ponad 1000 km balon stracił sterowność. W efekcie kosz osiadł na trawie, a balon zaczepił o drzewa na prywatnej posesji przy ul. Wiejskiej w Szubinie. Swój udział w zawodach zakończyło w regionie kilka ekip m.in. ze Stanów Zjednoczonych w okolicach Czernikowa, czy z Francji niedaleko Cekcyna. Zawodnikom nic się nie stało.

Największe szanse na zwycięstwo ma ekipa francuska, która pokonała dystans 1800 km i dotarła do Estonii.