Siłą zabierano ich z domów i pod groźbą rozstrzelania wysyłano w daleką podróż. Na miejscu czekała na nich ciężka praca, głód i często śmierć. W czasach PRL próbowano zatrzeć pamięć o zesłanych na Sybir. W Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu otwarto wystawę i przypomniano historię Sybiraków.

Katorżnicza praca, głód, choroby i śmierć - tak wyglądała rzeczywistość rodzin zesłanych w głąb Związku Radzieckiego. Mimo upływu lat, trudne chwile pozostały w pamięci. Danuta Marta Jadczak została wywieziona z rodzicami, gdy miała zaledwie rok. W Nowo-Alieksiejewce przeżyła kolejne osiem lat. - Pamiętamy te noce nieprzespane z głodu. Teraz już rozumiem. Mamusia młoda, 23-letnia dziewczyna, nie widziała, dlaczego ja całe noce płakałam, krzyczałam - mówi.

Zimą mróz, sięgający -40 stopni Celsjusza, latem - koszmarne upały. Prowizoryczne ziemianki, wszechobecny bród i robactwo. Do tego wycieńczenie organizmu i choroby. - Moja mama umarła. Wtedy nie miałem jeszcze pięciu lat, a braciszek nie miał roku. Nie miał się kto nami opiekować. Tata szedł do pracy, a my zostawaliśmy sami - wspomina Stanisław Dubiel.

Od 1940 roku Sowieci przeprowadzili cztery deportacje. Związek Sybiraków szacuje, że na wschód wywieziono nawet 1,7 mln osób. Wiele z nich już nigdy nie wróciło do ojczyzny.

Historie osób, które zmarły na Syberii, ale także tych, którym udało się przeżyć i wrócić do Polski, przypomniano w Toruniu. W Urzędzie Marszałkowskim rozpoczęto Międzynarodowe Dni Sybiraków w województwie kujawsko-pomorskim. W konferencji wzięli udział uczniowie szkół z regionu, których patronami są sybiracy. Były wspomnienia i łzy. - To jest takie naprawdę wzruszające, kiedy się słyszy o tym, co się przeżyło - przyznaje Julia Walczak z VI LO im. Zesłańców Sybiru w Toruniu.

W budynku Urzędu Marszałkowskiego otwarto specjalną wystawę fotografii i dokumentów należących do zesłanych. - Trudno sobie nawet wyobrazić, aby zrozumieć, czym jest Polska, kim są Polacy, bez tego wątku historycznego - uważa Piotr Całbecki, marszałek województwa.

W konferencji udział wzięli także przedstawiciele szkockiego regionu Fife, gdzie wielu Sybiraków trafiło razem z armią generała Andersa. Dziś, już na spokojnie, zesłańcy Sybiru przypomnieli o swojej długiej i dramatycznej drodze. - Nie pamięta się o żalu, żeby coś, komuś.... Nie ma żalu - wyznaje Stanisław Dubiel.