Zdenerwowani i zniecierpliwieni po raz kolejny pojawili się w bydgoskim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Pracownicy drugiego odcinka S5 nie otrzymali od podwykonawcy wypłat za dwa miesiące. Domagają się ich zatem od głównego wykonawcy i GDDKiA. Jak podkreślają, nie mają za co żyć. GDDKiA, jak i główny wykonawca drogi, twierdzą, że nie mają podstaw prawnych do wypłaty pensji. Radzą pracownikom skierowanie sprawy do sądu.

Są zmęczeni, źli i nie chcą już dłużej czekać. Od tygodni nie mogą uzyskać informacji, kto zapłaci za ich pracę. „Daliście pieniądze tej firmie, których nie powinniście zapłacić. Jakie są wasze machloje, to nas nie interesuje. My chcemy pieniędzy, bo my nie mamy za co żyć. Ja dzisiaj włożyłam ostatnie 20 zł. Nie mogłam kupić dziecku prezentu na Mikołaja. Rozumie pan? - mówiła w środę przed budynkiem GDDKiA jedna z kobiet do przedstawiciela firmy Impresa Pizzarotti, która jest głównym wykonawcą prac na drugim odcinku S5 w Kujawsko-Pomorskiem.

Wśród pracowników - Włosi i Polacy. Mówią, że są w zawieszeniu. Stracili pracę, nie dostali wynagrodzeń od kilku miesięcy i nie wiedzą, co będzie dalej. - Nie mamy za co żyć. Nie mamy jak kredytów zapłacić, żyjemy na pożyczkach. Cały czas czekamy, kiedy jakaś decyzja zapadnie, kiedy pieniądze jakieś przeleją - wyznaje Radosław Kozłowski, były pracownik podwykonawcy trasy S5.

Wiadomo, że zaległych pensji nie wypłaci Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Nie pozwalają na to przepisy. - My też, tak jak państwo wiecie, mamy ograniczone możliwości prawne, bo my zapłaciliśmy wykonawcy. Wykonawca zapłacił firmie, która - można powiedzieć - zniknęła i nie uregulowała płatności wobec państwa - tłumaczył robotnikom Tomasz Okoński, rzecznik prasowy bydgoskiego oddziału GDDKiA.

GDDKiA twierdzi, że zobowiązania podwykonawcy powinien przejąć główny wykonawca prac. Ale po konsultacjach z prawnikami firma stwierdziła, że również nie ma podstawy prawnej do wypłaty środków. - Na dziś nie wiem. Na razie mamy opinie, że nie, bo my nie możemy działać na niekorzyść spółki - przyznaje Marek Koźlicki, zastępca dyrektora Impresa Pizzarotti.

Główny wykonawca radzi pracownikom walczyć o zaległe pieniądze w sądzie. Przedstawiciel firmy dodawał, że tak jak obiecali, chcą zatrudnić byłych pracowników podwykonawcy. Rumuńska firma zalega z wypłatami ponad 20 pracownikom na kwotę około 350 tys. zł.