Producenci wieprzowiny liczą na ministerialną pomoc w działaniach związanych z tzw. bioasekuracją, czyli zabezpieczeniem przed "afrykańskim pomorem świń". Sytuacja hodowców jest bardzo trudna, bo - jak podkreślają - sami nie są w stanie zainwestować w specjalne ogrodzenia wokół swych gospodarstw. Przyczyna? Niska opłacalność produkcyjna i drastyczny spadek cen żywca wieprzowego w całej Polsce. Dlatego zdecydowali się powołać komitet protestacyjny i ogłosili pogotowie strajkowe

Schab panierowany w bułce tartej, ziemniaki i surówka z kiszonej kapusty - to ulubiony zestaw obiadowy wielu Polaków. By jednak kotlet trafił na talerz, potrzeba wielu starań. Tadeusz Idzi Mądry od lat wraz z ojcem zajmuje sie hodowlą świń. Jak mówi, polskie mięso jest najlepsze. Tu zachowane są standardy, które wpływają na jakość wieprzowiny. - Ja zawsze mówię tak: „To, co polskie, najlepsze”. W Polsce żywimy naszym zbożem, które uprawiamy, zwierzęta hodujemy. Ten schabowy jest wtedy wyśmienity, bo jest polski - opowiada Tadeusz Idzi Mądry, rolnik ze wsi Białożewin.

Jak podkreśla gospodarz, rynek hodowców świń zmienia się. Jeszcze kilka lat temu opłacalna była hodowla 100 sztuk świń. Dziś, by gospodarstwo przynosiło zyski, trzeba trzodę liczyć w tysiącach. O problemach hodowców trzody dyskutowano we wtorek w Żninie. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele grup producenckich z Wielkopolski oraz Kujaw i Pomorza. - Konferencja jest poświęcona sytuacji na rynku trzody chlewnej, sytuacji z ASF-em. Chcemy tu wszyscy przedyskutować, co dalej robić: czy będziemy protestować, czy będziemy rozmawiać z ministerstwem - informuje Tadeusz Mądry, prezes grup producenckich w Żninie.

ASF to tzw. afrykański pomór świń, czyli zakaźna choroba wirusowa, na którą podatne są świnie domowe oraz dziki. To dziś największe zagrożenie dla polskiej trzody. Jedynym zabezpieczeniem jest tzw. bioasekuracja. - Zabezpieczyć gospodarstwo przede wszystkim przed dzikami, bo dziki roznoszą chorobę; tak, byśmy mogli pobudować rampy zewnętrzne, żeby żadne obce pojazdy, które muszą do gospodarstwa dostarczyć czy to warchlaki, czy pasze, nie wjeżdżały na gospodarstwo. To wszystko jest powiązane z kosztami - wyjaśnia Mirosław Jackowiak, rolnik ze Środy Wielkopolskiej.

200 tys. zł to koszt budowy takiego zabezpieczenia. Według producentów trzody chlewnej, przy tak niskich dochodach związanych z produkcją świń, żaden rolnik nie jest w stanie samodzielnie zainwestować w bioasekurację. Rząd wsparł takie inwestycje na wschodzie kraju. - Popełniamy zasadniczy błąd dlatego, że jeżeli mówimy o chorobie, która idzie od Wschodu, to my finansujemy różne formy ogrodzeń gospodarstw, tam gdzie ona już jest, a nie zapobiegamy. Powinniśmy zapobiegać - uważa Wojciech Mojzesowicz, prezes Stowarzyszenia Kujawsko-Pomorskie Centrum Rolnicze. - Nie może być tak, żeby minister przekazywał środki i możliwości bioasekuracji tylko na Podlasie, Lubelszczyznę, czyli tam, gdzie jest ASF. Przecież wystarczy spojrzeć na mapę, gdzie jest trzoda chlewna, czyli środki powinny trafić do Wielkopolski, w Kujawsko-Pomorskie i na Mazowsze - dodaje Ryszard Kierzek, prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej. - Zasada jest taka, że środki dodatkowe, które przydzieliło Ministerstwo Rolnictwo i Rozwoju Wsi w tym roku trafiły do województw, gdzie mamy do czynienia z ogniskami, przypadkami afrykańskiego pomoru świń. Województwo kujawsko-pomorskie jest od tego wolne, z czego się bardzo cieszymy, ale wiemy, że zagrożenie również nas dotyczy - odpowiada Mikołaj Bogdanowicz, wojewoda kujawsko-pomorski.

Wojewoda Bogdanowicz zapewnia, że sytuacja w regionie jest cały czas monitorowana. Przyznaje, że mamy do czynienia z ogromnym zagrożeniem i dlatego m.in. przygotowywane są blokady na przejściach dla zwierząt, by zatrzymać ich migrację do zachodniej części województwa. Poza tym, wojewoda zapowiada powołanie w każdej gminie koordynatora do tej kryzysowej sytuacji.