Poseł Łukasz Zbonikowski winny naruszenia nietykalności cielesnej żony w 2015 roku - uznał Sąd Rejonowy w Chełmnie. Sędzia twierdzi, że do szarpaniny między małżonkami doszło, ale poseł żony nie uderzył. Dlatego warunkowo umorzył postępowanie na rok. Jednocześnie polityk został uniewinniony od takiego samego zarzutu w sprawie sytuacji, do której miało dojść rok później.

Do naruszenia przez Łukasza Zbonikowskiego nietykalności cielesnej żony miało dojść dwukrotnie. Po raz pierwszy we wrześniu 2015 roku, gdy poseł chciał odebrać żonie telefon, którym go nagrywała. Sąd uznał, że doszło do szarpaniny i wykręcania rąk. Ale nie do uderzenia. Świadkowie nie potwierdzili, by żona posła po zdarzeniu miała na ciele ślady. Nie potwierdziła też tego obdukcja lekarska. Postępowanie karne przeciwko niemu warunkowo umarza na okres jednego roku próby od uprawomocnienia się wyroku. Na podstawie artykułu 67 paragraf 3 Kodeksu Karnego orzeka od oskarżonego Łukasza Zbonikowskiego świadczenie pieniężne w wysokości 1000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz pomocy postpenitencjarnej - oznajmiła we wtorek Agnieszka Knade-Plaskacz, sędzia Sądu Rejonowego w Chełmnie.

”Pomimo niskiej szkodliwości społecznej czynu, do naruszenia nietykalności cielesnej doszło” - uznała sędzia. Stąd też kara finansowa. Po rozprawie Łukasz Zbonikowski podkreślał, że wyrok jest korzystny dla niego oraz że jest niewinny. - Sąd potwierdził, że nigdy nie uderzyłem żony w żaden sposób oraz w żadną cześć ciała. Po drugie, że całe zajścia to był wynik przygotowanych i sprowokowanych wydarzeń przez żonę i po części przez teściową - skomentował poseł PiS.

Monika Zbonikowska natomiast dalej podtrzymuje, że mąż ją uderzył, dlatego będzie od wyroku się odwoływać. - Wszystko to, co w akcie oskarżenia przedstawiłam, jest prawdą i nie mam najmniejszej wątpliwości, że to się wydarzyło. W tej chwili nie mam nic więcej do powiedzenia - przyznała żona posła.

W drugiej sprawie, z 2016 roku, Łukasz Zbonikowski został uniewinniony. Do szarpaniny miało dojść przed domem. Sędzia opierała się w tym przypadku na nagraniach z monitoringu, które zajście zarejestrowały.

Wyrok nie jest prawomocny.